O takim warunie jak dziś Jaskier pisałby ballady. Gdyby nie to, że akcję Wiedźmina kręcili na Węgrzech, więc co oni tam mogą wiedzieć. Gdyby taka pogoda (jak dziś) była codziennie to właściciele zwifta mogliby zebrać zabawki i zrobić z nich kopiec niechcianych trenażerów. Niczym rowerów miejskich w Chinach. Pierwszy i drugi akapit mają coś z fantastyki i to się…

Czytaj dalej

To było tak: Piotr i Paweł z Canyon powiedzieli mi, że w Warszawie (a tak naprawdę w Puszczy Kampinoskiej), jest taka tam ustawka gravelowa. No i oczywiście – jedziemy. Brzmiało sensownie. W końcu zrobić ponad 500km w jedną stronę, żeby przejechać pętlę ~130km to tzw. „stan wyższej konieczności” (pomimo, że któryś z nas mógłby być żywicielem rodziny). No i nie można…

Czytaj dalej

Zawsze starałem się zrobić coś „dużego” na koniec lata. Pojechać do Berlina, zrobić pętlą około 200km. Nawet w tym roku nie było okazji szarpnąć się na Tour de Zalew, a dziś jak to pisz, zakończył się „ultramaraton” Gryfusa. Wybraliśmy sie z Krzyśkiem na małą przejażdżkę. Miało być łatwo, nawet ciepło. Taka stówka po kilku nowych drogach. Raz dwa i…

Czytaj dalej

Tak się zastanawiam, jak to w ogóle wyszło. Mieszkam w Szczecinie już z 5 lat. Kiedyś mocno jarałem się „klasykiem na obiad” Szczecin – Świnoujście lub „Tour de Zalew”. Ale rzadko kiedy myślałem o wyjeździe na wschód od Szczecina (może przez znienawidzony przeze mnie dojazd do Stargardu?). Nadal bardzo to lubię, ale jednak Pojezierze Drawskie to jest dopiero wielki…

Czytaj dalej

Szczecin to może raj dla kolarstwa szosowego. Ale tylko z tego względu, że jest wioską i wszyscy się znają, więc ekipa jest spora, do Niemiec jest, bliżej niż na prawobrzeże, więc asfalty mamy dobre, bo niemieckie. Często się mówi, że u nas nie ma prawdziwych terenów do gravelowania, bo przecież lasy są typowo mtb (w sumie są). Ale to nie…

Czytaj dalej

Klasyczne ścigi przełajowe kręci się koło 60 minut na 5-6 rundach. Dominuje błoto, piaskownice, schody i smród smażonych frytek. Rzadko kiedy można spotkać herosów wyposażonych w hamulce canti. Jeżeli chodzi o rowery to dominują Ridley’e, Trek’i i Stevens’y. Na tle tych wszystkich gołym okiem można zauważyć, że Canyon jakby trochę się odróżniał od całej reszty i tym razem nie…

Czytaj dalej

Są trzy opcje: znudziło mi się blogowanie, nie mam o czym pisać, może jednak coś się działo poza internetami? Odpowiednią wersję wybierz sam. Lecz w międzyczasie sporo się działo. Ostatnie dwa tygodnie były naprawdę intensywne. Tydzień w górach, dużo mtb i więcej piwa. Powrót i ostatni tydzień na przygotowywanie ECMC. W wielkim skrócie sporo pracy, trochę roweru i znowu…

Czytaj dalej

Jak spotkasz kogoś kto Ci powie, że „gravele, to kolejny chwyt marketingowy, żeby wmówić ludziom, że potrzebują kolejnego roweru” to zabierz go na Pojezierze Drawskie. Wiadomo, że są dużo lepsze miejscówki na kolarskie weekendy, tygodnie czy miesiące. Ale jak masz wolną niedziele i godzinę pociągiem do Łobza, to wybór jest prosty. I w sumie super szosa czy ekstra full…

Czytaj dalej

Kiedy decydujesz się odpalić bloga, musisz liczyć się ze „wsparciem” kumpli. Przy pierwszej lepszej okazji poklepią Cie po ramieniu uśmiechając się szyderczo lub po prostu przywitają Cie skandując na cały głos: bloger, bloger, bloger! Lecz kiedy masz w ręku bilet na wyspę Uznam, a w drugim trzymasz najnowszego Canyona Grail’a to możesz się z nich śmiać tak szeroko, że…

Czytaj dalej

19/19