Jak sobie myślę o tym wyjeździe, pierwsze co mi przychodzi na myśl to wilgoć, rude igiełki wzdłuż niby asfaltowych ścieżek, smażony syr i zimne Krusovice. Dużo krótkich podjazdów i dużo krótkich „dzikich” zjazdów. Mógłbym porównywać wypad do Jeseników, ale chyba to nie ma sensu. Czeska i Saksońska Szwajcaria to moje miejsca numer jeden jeżeli chodzi o coś z klasyfikacji: ulubione miejsce do którego lubisz wracać jesienią, oprócz Uznamu. Bo dom się nie liczy. Ale jest coś co łączy oba te miejsca które najlepiej wypadają jak jest jakoś 14 stopni, po sezonie, z lekkim deszczykiem. Wtedy każda pauza pod dachem, z niespieszno konsumowanym obiadkiem po drodze smakuje zupełnie inaczej. A wraz z powrotem do schronienia czujesz, że zyskałeś kilka punktów do epickości wypadu. I po prysznicu siedząc w ciepełku wiesz, że zrobisz to jeszcze raz. Zdjęcia tego nie oddają, tego uczucia nic nie podrobi.

1/1