Z urlopem jest tak, że najpierw zaczynasz planować epickie pętle, potem odliczasz tygodnie, dni. A jak już przyjdzie to okazuje się, że pogoda ma swoje plany. Plus jest taki, że na moim komootcie mam zapisanych około 100 różnych „planned routes”. Więc alternatywa się zawsze znajdzie. Pierwotnie miałem chęć zaliczyć Bohemian Border Bash Race, ale później sobie przypomniałem, że nadal…

Czytaj dalej

Gdyby ktoś mi powiedział, że będzie pandemia – nie uwierzyłbym. Gdyby ktoś mi powiedział, że ograniczą nam możliwość wjazdu na szosę do Niemiec nie uwierzyłbym. Gdyby ktoś mi powiedział, że w kwietniu nadal będę szukał rękawiczek, długich spodni, ciepłej czapki i stylówy jesiennej – nie uwierzyłbym. Gdyby ktoś mi powiedział, że od Pojezierza Drawskiego lepsze może być Lubuskie pomyślałbym, kurde rzeczywiście!

Czytaj dalej

Rok 2020 był wyjątkowy na swój sposób i miało to również wpływ na tegoroczne wyzwanie. Ubolewam nad tym, że wymyślając trasy, musiałem wykluczyć świąteczny klasyk do Świnoujścia. Oczywiście w wariancie przez Niemcy. Ba od paru miesięcy mam zapisany ślad w Tour de Gravel Zalew, który musi poczekać, na lepszy czas.

Czytaj dalej

W ostatnią niedzielę wybraliśmy się na „firmową” pętlę. Tak w tę niedziele, kiedy poranek był jeszcze nocą, a termometr wskazywał 3 stopnie. Cel prosty – Pojezierze Drawskie, takie mikro Mazury. Dystans trochę większy +200km. To była ta jazda z cyklu, że po 140km zastanawiasz się po co jechać jeszcze kolejne 60km, ale w samochodzie po wszystkim planujesz kiedy kolejne…

Czytaj dalej

Choć od startu w Great Lakes Gravel minęło już kilka dni, dopiero dziś w pewien sposób układam sobie w głowie przebieg i przypominam sobie jak wyglądał ten „wyścig”. Czyli te 470 km/20h28min walki z samym sobą. Była to moja najdłuższa jazda pod względem kilometrów i czasu jazdy non-stop. Żeby zrelacjonować przebieg przejazdu, trzeba na początek wspomnieć, że pogoda trafiła…

Czytaj dalej

Zacząłem pisać tę relacje, jak tylko ruszył pociąg z Wrocławia. Ostatniego dnia zaplanowałem dojazd na pociąg z Lądka do Wrocławia. Z pozoru miał to być łatwy dzień. Niecałe 200 km, pobudka o 5, szybki ogar, banan, jogurt i jazda. Lądek okazał się być dość rześki chwile przed 6. Najpierw kilka km w dół, następnie lekki podjazd 4 km i…

Czytaj dalej

Czerwiec był bardzo pracowity. Podczas gdy większośc z Was szosowała na pętlach, mi trafiła się akcja z cyklu powrót do korzeni – jeżdżenie z sakwami. A to dlatego, że wziąłem udział w Kampanii Pomorze Zachodnie „Bezpiecznie jak w domu”. W kilka dni obskoczyliśmy dużo ciekawych miejscówek. Pomimo, że wszystko robiliśmy na „grubym kapciu” to większość miejscówek można zaliczyć na…

Czytaj dalej

Kolejny raz weekend wypadł w środę, więc trzeba było wykorzystać pogodę i ruszyłem na Berlin. Tym razem desant nastąpił spontanicznie, na gravelu. Trochę pól, troszkę bruku. Dużo ładnych szutrów i lasów na północ od Berlina. Można by napisać, że było epicko oraz nijak, więc nie napiszę nic. Trasa do poprawienia, żeby wyeliminować nudne odcinki asfaltowe lub po prostu, następnym…

Czytaj dalej

Przez jakieś 2 miesiące w kółko kręciłem pętle na Warniku. Można by narzekać, ale jak sobie tylko przypomnę „klasyk na Warpno” to raz dwa przepraszam się z fałdkami na południu. Na szczęście nastała ta piękna chwila, że można skoczyć do Niemiec. Niby Meklemburgia jeszcze zabroniona, ale zawsze można ułożyć jakiś ślad po Brandenburgii, która obfituje w niezłe ścieżki i…

Czytaj dalej

Tak sobie myślę, że do antyszczepionkowców, płaskoziemców i tych od 5G (choć za cholere nie wiem o co im tam chodzi z tą folią alu) można by dołożyć tych co twierdzą, że „gravel to chwyt marketingowców, żeby wyciągnąć z nas kasę”. Nie chodzi mi, tu żeby przez jedno „kontrowersyjne” stwierdzenie zrobić sobie clickbite’a. Bo i co mi Mark za…

Czytaj dalej

10/45