81825350 2597227540557661 1380288496207396864 o

Rapha500 2019

///

Day 1.

Pobudka o 6.00, spojrzenie w lustro, szybkie śniadanie i mycie zębów. Ciuchy przygotowane, sprawdzony wiatr, temperatura. Może być mokro, w sumie to będzie jak zwykle na rapha500. Trasa wgrana w Garmina. Można lecieć. Samotny przejazd przez Puszczę Bukową, kawa na Orlenie w Gryfinie. Trochę klasyk. Trochę, bo wziąłem Graila i zachaczyłem o Gessow i Salvey Muhle, wpadło trochę bruku, trochę szutru. Czysto nie było.Jest coś przyjemnego w tym wyzwaniu. Niby jazda o naszywkę, ale nawet ona nie ma sensu. Rywalizacja z resztą świata? Niby jak, skoro u nas zima i tak łaskawa, a taka Australia (dosłownie) płonie z upałów.Nawet patrząc po znajomych, nie ma tu za grosz rywalizacj, respekt przychodzi za samo podjęcie walki. Raczej to taki „fight club”, a pierwsza zasada fight clubu, to nie rozmawiać o fight clubie (przy wigili, i tak nie zrozumieją). 🙂

Day 2.

Kiedy wybierasz się na Uznam w taki dzień jak wczoraj, nie ma co się oszukiwać, każda kurtka przemoknie. Nie ma co sprawdzać pogody, wiatr tak czy siak będzie wiał. Trzeba się tylko modlić, żeby cały czas nie było w gębę. Nie pytaj jak to możliwe, po prostu tu tak bywa i lubi „odwinąć” razem z Tobą kiedy robisz nawrotkę na wschód za Anklam.Kiedy wybierasz się na Uznam w taki deszczowy dzień jak wczoraj, a pomimo, że to niedziela, to nic po drodze nie jest czynne. Upewnij się, że masz wygodne siodełko. W przeciwnym razie ułóż się wygodnie, wgryź się dupskiem w nie i nie puszczaj całe 140km. Bo w taką pogodę nie ma po co się zatrzymywać. Każdy postój, chwila odpoczynku, to ból ponownego rozgrzania, utraty ciepła i świadomość jak mokry/a i przemarźnięty/a jesteś.Ale o to chodzi. Po to to wszystko, żeby wrócić do domu po raz X, wziąć prysznic, zjeść pierogów i powiedzieć rodzinie, że to była super zabawa.

Day 3.

Festive500 to nie tylko nabijanie kilometrów. To również spacery nad morzem. Kiedy wszyscy śpią, za oknem jeszcze ciemno, machasz pętelkę. Zaliczasz wiejskie pola, deszcz (oczywiście jakby inaczej, przecież śnieg nie pada na boże narodzenie), lepsze i gorsze niemieckie drogi. Generalnie pustka, prywatna promenada na klifie, a także prywatne molo, gdzie normalnie obowiązuje zakaz jazdy rowerem. Ale przecież mewy nie doniosą na Ciebie.

Day 4.

Tego dnia ruszyłem na Berlin. Było najzimniej, najbardziej chciało mi się skrócić jazdę w Gartz. Bo miałem największego pecha tej raphy. Nie naładowałem baterii w GoPro (więc nie będzie filmiku). Złapałem kapcia, przejeżdżając obok stłuczki samochodowej wjeżdżając w szkło. Miał być najlepszy wiatr, który sam mnie wepchnie do Berlina, niestety podwiewało od boku, a że było najzimniej, to nie było najlepiej.Pomimo wszystkiego, wgryzając się dupskiem w siodło (a to chyba największy plus, bo jest mega wygodne) wyłączając mózg, żeby nie zastanawiać się nad sensem istnienia i odczuwaniem zimna. Bez większych problemów i w całkiem niezłym tempie dojechałem do Berlina. W takie zimne (i ciemne) dni, warto mieć „wszystko obcykane”. Szybka szama w sprawdzonej wietnamskiej restauracji, szybki commuting do Raphy, co by trochę się ogrzać, wypić kawę i naciągnąć się na jakąś „suvenire” z przeceny. Wszystko szybko i już w większym komforcie i na Bahnhof żeby przeczekać kilka minut i wrócić do „czecin gumence”. Z tego wszystkiego ukręciło się 170km. Do końca #Festive500 pozostało 38km.

Day 5.

Ostatni dzień #Festive500 to była szybka pętla na Blankensee z bonusem w postaci Miodowej. Mam dziwne wrażenie, że tegoroczne wyzwanie jakoś łatwo zleciało. Zaliczyłem swoje lokalne klasyki: Puszcza Bukowa, na Uznam i po Uznamie, do Berlina i na koniec szybka i krótka dokrętka na Blankensee. Wyszło trochę ponad 500km. Obyło się bez problemów, złapałem jednego kapcia na szkle ze stłuczki samochodowej, przetestowałem i sprawdziły się pomysły żywieniowe w trasie. A najdłuższa trasa miała 150km + 20 dorętki po mieście i z dworca. Gratuluje wszystkim którzy brali udział w wyzwaniu. Z samych obserwowanych na stravie osób #Festive500 ukończyło ponad 20 osób!Trochę będzie tęskno za challengem. Przydałby się jakieś wirtualne motywacje raz na miesiąc. Trzeba zacząć rysować trasy w RideWithGps, co by 2020r. był równie ciekawy.