WPgóry 20 scaled

Szosa w górach

///

Zacząłem pisać tę relacje, jak tylko ruszył pociąg z Wrocławia. Ostatniego dnia zaplanowałem dojazd na pociąg z Lądka do Wrocławia. Z pozoru miał to być łatwy dzień. Niecałe 200 km, pobudka o 5, szybki ogar, banan, jogurt i jazda.

Lądek okazał się być dość rześki chwile przed 6. Najpierw kilka km w dół, następnie lekki podjazd 4 km i jakieś 200-300m do góry. Pózniej chyba jeden z ładniejszych i dłuższych podjazdów przez Starą i Nową Bystrzycę i Spaloną, niestety z nienajlepszym asfaltem. Ale co tam 25mm to Gravel. Na koniec olałem Zieleniec, tego dnia nie miałem w planach łapania pionometrów wiec, uciekłem niezłym zjazdem prosto do Duszników.

Z atrakcji miałem jeszcze podjazd i jak zwykle ładny zjazd Drogą Stu zakrętów, a pózniej same nowości: szybki podjazd pod Bieganów oraz większy/dłuższy z Jugowa przez Góry Sowie. Zjazd był jeden z lepszych. Długi, kręty, w lesie. Cudo. Nogi już trochę czuły kręcenie więc zdobywanie przełęczy Tąpadla było mocno wymęczone. Zreszta widać to po średniej chyba najniższej z całego wypadu.

Na koniec miało być płasko i szybko, ale jak to na płaskim musiał przypomnieć o sobie wiatr w pysk. Jakbyście kiedyś wjeżdżali do Wro to na bank omijajcie Bielany. Ja niestety trochę olałem wytyczanie trasy końcówki. Na świeżo to i dobrze się opisuje, ale muszę sobie przypomnieć jeszcze wcześniejsze dni.

Plan był dość prosty, pociągiem do Bielska i autem na bazę w Szczyrku. Pierwszy dzień, miał być na rozkręcenie nóg i posmakowanie gór. Wariant „klasyczny” czyli Międzybrodzie, zapora, Kocierz i powrót. Niestety po drodze na sam Kocierz droga zablokowana przez wypadek, wiec nawrotka i zrobiłem podjazd od drugiej strony przez Malakówkę. Niestety droga nadal była zablokowana, ale od przełęczy łatwiej było prześlizgnąć się bokiem i ominąłem służby przechodząc przez 3 przydomowe podwórka.Wpadło trochę ponad 100km i trochę przewyższeń.

Na drugi dzień zaplanowany był krótki bikepacking z Czabajem. Kierunek na Wierchomle, gdzie mieliśmy leśny domek i wodę ze strumyka. Pogoda dopisała. Ruszyliśmy skoro świt. Michał wpadł na pomysł, żeby zaliczyć co się da po drodze, żeby nie było nudy. Tak wiec zamiast ruchliwą drogą na Żywiec jechaliśmy po zmarszczkach wzdłuż gór i na dzień dobry łykneliśmy koło 200m podjazdów a pózniej kierunek Korbielów i podjazd Glinne na granicy ze Słowacją. Kawałek z górki, obrót i jedziemy w kierunku Nowego Targu z widokiem na Tatry. W Czarnym Dunajcu wskakujemy na Velo Dunajec który okazuje się bardzo ładną i nie nudną ścieżką rowerową i pięknie nim kręcimy pod samo jezioro Czorsztyńskie.